piątek, 23 listopada 2012

Przyszła zima


Powinnam raczej napisać „idzie zima”. Wolę jednak używać „przyszła”, bo pogoda już zrobiła się obrzydliwa i aż smutno myśleć, że będzie jeszcze gorzej.

Jak to na początek zimy przystało, nie obyło się bez choroby. Co mi właściwie było? Nie wiem. Po kilku wizytach u lekarza, próbach wytłumaczenia co boli, a co nie i tysiącach leków, które kazali mi przyjmować [w tym antybiotyku, co w sumie odkrył Jasiek sprawdzając wzór chemiczny(!, mają na ulotkach i sumaryczne i strukturalne;)) w google], po około dwóch tygodniach szczęśliwie wyzdrowiałam.

Wizyta u lekarza zaowocowała również pewną obserwacją. Mianowicie, zawsze wydawało mi się, że „lekarska czcionka” to tylko w Polsce, no może w krajach posługujących się alfabetem łacińskim. Jak bardzo się myliłam! Chętnie ogłosiłabym konkurs, kto pierwszy odszyfruje co mi właściwie Pan Doktor napisał na kartce. Problem w tym, że sama nie mam pojęcia, więc ciężko byłoby wyłonić zwycięzcę. A wspomniana kartka wygląda tak: 


wtorek, 23 października 2012

Wracam do sieci


Nie było mnie z Wami dość długo. Powodów jest kilka. Przede wszystkim nauka i niechęć do pisania czegokolwiek po godzinach nad znakami. Ale niestety nie mogę wykręcać się jedynie nauką. Prawda jest taka, że zupełnie inaczej pisze się bloga z podróży, gdzie co chwila zmienia się miejsce pobytu i jest mnóstwo rzeczy do opisywania, niż bloga, nazwijmy to, „stacjonarnego”. Umarlibyście z nudów, gdybym opisywała każdy, czy nawet co któryś dzień, który tutaj spędzam. Szanghaj Szanghajem, ale to dokładnie tak samo jakbym opisywała chodzenie na zajęcia na UJ. Nuda. Nie nie podróżuję (a przynajmniej nie często), więc ciężko mi opisywać nowe interesujące miejsca. Poznaje ludzi, ale to raczej nie powód żeby zrobić tu kolejnego facebooka. Dlatego pojawiło się kilka pomysłów na zmianę koncepcji tego bloga. Jak będzie, zobaczy się. Szczegółów nie zdradzam, bo póki co myślę dość intensywnie co zrobić, żeby nadal umilać Wam (a przynajmniej taka moja nadzieja) kilka minut w tygodniu.

Z ostatnich dwóch tygodni: wakacji niestety nie było, także zajęcia, zajęcia, zajęcia. Zbliżają się egzaminy śród semestralne, więc trzeba zacząć przykładać się bardziej niż zwykle.  Poza tym, zakupy, imprezy, dużo nowych ludzi, mnóstwo cudownych chwil i kilka raczej żenujących (ale przecież wszędzie znajdą się ludzie, którzy za wszelką cenę będą próbowali zakłócić bezproblemowe życie), jedna uniwersytecka wycieczka (o której więcej wspomnę w najbliższym czasie) i jeden ogród.

Znając Wasze zamiłowanie do oglądania zdjęć, nie zostawię Was z samym tekstem (właściwie nawet nie jestem przekonana czy go czytacie ;)).  Zdjęcia zostały zrobione w Yu Yuan – ogrodzie założonym w czasie panowania dynastii Ming znajdującym się na terenie starego miasta w Szanghaju.